Bollywood Story – wrażenia z podróży Taniec

17/01/2016 – 29/01/2016 moja pierwsza podróż do ojczyzny Bollywood! To było mega intensywne 12 dni mojego życia. Zwiedzanie, poznawanie innej kultury, zwyczaje, jedzenie plus warsztaty taneczne, spotkania z tancerzami, aktorami, choreografami i reżyserami – po prostu szał!!! A no i życie nocne w Mumbaju i plażowanie na Goa, przejażdżka na słoniu i spotkanie z delfinami. I to wszystko w 12 dni. Każdy dzień inny, zaskakujący, wyjątkowy. Ktoś mnie zapytał co było najfajniejszym elementem mojej podróży… nie umiem wybrać, tyle się działo, wszystko było niesamowite i nowe. Co więcej miałam tyle szczęścia że szok. Odkąd wysiadłam z samolotu wszystko mi się układało lepiej niż sobie wymarzyłam.

Poznałam Mumbaj od rewelacyjnej strony – to zasługa moich przyjaciół. Nie wiem czy bym się tam odnalazła sama. To miasto jest ogromne, hałas, tłum ludzi. Ma powierzchnię 438 km² i około 13 milionów mieszkańców!!! Dla porównania Kraków ma powierzchnie 327km² i ok. 760 00 mieszkańców, także tak… Więc wyobraźcie sobie tłum na ulicach, wszędzie jest ludzi jak u nas przed świętami w supermarketach. Masakra! Mimo to pokochałam to miasto, ma w sobie coś co mnie urzeka. Może to dlatego że są tam moi przyjaciele i że jest tam Bollywood, ale faktem jest, że się zakochałam w tym indyjskim mieście.

Dobrze ktoś kiedyś powiedział, że Indie to świat kontrastów. Z jednej strony widzisz luksusowe wieżowce z drugiej blaszaki i slumsy. Zupełnie inna rzeczywistość. Mumbaj ma podobno największe slumsy w całej Azji i jednocześnie jedne z najdroższych mieszkań i apartamentów na świecie.  Idę drogą pełną śmieci, odpadków, przechodzę przez drzwi a tam ekskluzywna restauracja w którym obsługuje nas 5 kelnerów i wszystko jest wyczyszczone na błysk. Albo plaża! Byłam na dwóch w Mumbaju jedna zaśmiecona, zasyfiona, dramat, druga czyściusieńka… dlaczego? Bo na jednej co rano biegają gwiazdy filmowe i miasto pilnuje żeby była czysta a druga jest dla „zwykłych” mieszkańców. Co więcej oni sami nie dbają o swoje miasto, wypił koleś napój i rąbną puszką w ziemię, zjadł i papierek wyrzucił na plaże jak 13 milionów ludzi tak robi to trudno się dziwić, że wszędzie brudno. Maskara, a z drugiej strony da się mieć porządek skoro są pewne miejsca w mieście zadbane… no cóż nie mnie oceniać.

IMG_1895    IMG_1738

W Mumbaju fascynujący jest ruch drogowy. Wszelkie zasady jakie znałam nie funkcjonują tam. Czerwone światło to tylko sygnalizacja „no wiesz bądź ostrożny”. Masz miejsce to jedziesz, jedziesz też jak nie masz miejsca jeśli musisz. Pasy w samochodzie? Po co? 5 osób na jednym skuterze? IMG_1908Jak się zmieszczą to niech jadą, mogą jeszcze jakieś drzwi od samochodu ze sobą przewieźć jak by co, co się nie da, wszystko się da!!! Niesamowite. Mieliśmy prywatnego kierowcę, który ogarniał to wszystko, ale pierwsze dwa dni były, że tak powiem stresujące. Tu riksza, skuter, autobus i krowa plus piesi przechodzący przez ruchliwe skrzyżowanie z dziećmi na rękach… luz, bez paniki każdy da radę. I wiecie co jest najbardziej fascynujące? W jakiś cudowny sposób to wszystko jakoś działa. Kierowcy są spokojni, owszem trąbią cały czas, ale bez agresji. Nikt na nikogo nie krzyczy, zero nerwów, stoicki spokój. To nie ma znaczenia że ktoś nagle zaczyna cofać i blokuje inne auta, luz widocznie musi. Zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa – i to wszystko bez wypadków, stłuczek. O a jakie szalone jest przechodzenie przez ulicę hahahah po prostu wchodzisz podnosisz rękę i idziesz, co z tego że ktoś jedzie. Idź szybko to przeżyjesz. Wymaga to trochę odwagi, ale za którymś razem już nie jest takie straszne.

Ciekawym przeżyciem było również odwiedzanie miejsc typowo turystycznych jak Brama Indii albo większe świątynie. Czułam się jak super gwiazda, cały czas ktoś chciał mieć ze mną zdjęcie. Niektórzy Hindusi podchodzili tak nieśmiało i grzecznie pytali czy mogą sobie zrobić ze mną photo a inni po prostu się na mnie rzucali i przytulali. Szaleństwo, dobrze że miałam zawsze przy sobie któregoś z moich przyjaciół, który umiejętnie odciągał mnie od tego zamieszania. Ale jedna sytuacja jest godna IMG_2014opowiedzenia. Jesteśmy na terenie jednej ze świątyń robimy sobie zdjęcia, śmiejemy się gadamy. Nagle jakaś dziewcz
yna zaczyna się do mnie uśmiechać. Tak mam, że jak ktoś się do mnie uśmiech to ja też odpowiadam uśmiechem. Pomachała do mnie, odmachałam i nagle podchodzi do mnie jakieś koleś i podaje mi.. dziecko. DZIECKO!!! Małe kilku miesięczne dziecko. Rozumiecie?!?!? I w jednej chwili stoi koło nas tłum ludzi, robią foty. Szok. Jak zwykle mój przyjaciel przyszedł z pomocą, ale trwało to dobre 10 minut. Tak jak mówiłam, każdy dzień w Indiach mnie zaskakiwał.


Dobra to jeszcze jedzenie. Rany jak ja uwielbiam hinduską kuchnie. Przyprawy, aromat, wygląd aaaaa uwielbiam. Do tego połowa mieszkańców, jak nie większość, to wegetarianie, wiec czułam się jak w domu. Miałam tyle rzeczy do wyboru w każdej restauracji do jakiej weszliśmy, a nie tylko palacki ziemniaczane 😉 Jadłam 3 posiłki dziennie, każdy mnie sycił na naprawdę długo. Po między kosztowałam jakieś lokalne owoce, soki i inne przysmaki z „ulicy”. Nie miałam żadnych problemów z trawieniem, co więcej po 12 dniach podróży schudłam 3 kg. Tak po prostu. Żeby nie było utrzymuje ten efekt ;). Więc ewidentnie tamtejszy klimat i jedzenie mi służą, czułam się świetnie.

IMG_2230  IMG_2243  IMG_1782

Mogłabym tak pisać i pisać o tym jak wyglądają mieszkania, puby itd, ale nie chcę żeby post był za długi, mam nadzieję, że Was to jakoś zainteresował. Jak macie ochotę coś skomentować zapraszam na funpage na facebooku lub  instagrama. Możecie też do mnie śmiało pisać na maila, będę odpisywać w miarę możliwości. Pozdrawiam i niech moc będzie z Wami!


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *